Wczoraj dokonaliśmy naszej wyprawy Maszyną; zabraliśmy dziesięć ton żelaza, pięć wagonów i 70 ludzi, którzy jechali na nich całą drogę. Wyniosło to ponad 9 mil, które zrobiliśmy w 4 godziny i 5 minut, ale musieliśmy ściąć nieco drzew i usunąć z drogi parę wielkich głazów. Maszyna, kiedy była w ruchu, szła z prędkością prawie 5 mil na godzinę; nie dolewano wody do kotła od rozpoczęcia aż do końca podróży. Zużyte zostało dwieście funtów węgla. Podczas drogi powrotnej, jakieś 4 mile od miejsca, gdzie żelazo ładuje się na statki, pękł jeden z niewielkich nitów przy kotle, na skutek czego wyciekła z kotła wszystka woda. Nie pozwoliło to Maszynie powrócić przed wieczorem. Dżentelmen, który postawił przeciwko niej pięćset gwinei, jechał z nami całą drogę i przyznaje, że przegrał zakład. Będziemy kontynuować pracę na tej trasie i następnym razem zabierzemy czterdzieści ton. Ludzie tutaj nazywali mnie dotychczas kombinatorem, jednakże teraz wielce zmienili ton. Tak oto opisał pierwszą w dziejach jazdę kolei jej twórca Richard Trevithick (1771—1833) w liście do swego przyjaciela Davisa Giddy'ego, datowanym we środę 22 lutego 1804 roku. Poprzedniego dnia dokonał on wyczynu nie lada. Puścił po raz pierwszy po torze pociąg ciągnięty przez skonstruowany przez siebie parowóz. Próbne jazdy bez obciążenia trwały już od 11 lutego.